28 września 2009

Słowo przeciwko słowu

- Nie wierzę ci, skarbie - powiedziałam. - Znowu! - pomyślałam.
- Boże, kim ja jestem, że mi nie wierzysz?

Żadne "dlaczego? jak to?". Kim JA jestem?
Stały numer - on jest w istocie centrum samego centrum, pępkiem wszechświat, czekoladowym sercem fondant au chocolat.
O nie - ostatnie brzmi stanowczo zbyt dodatnio.

Oto dlaczego nie wierzę w te komplementy.
- Ładnie to zrobiłaś, ładnie to napisałaś. Zazdroszczę ci tej organizacji.
Nie dopuszczam do siebie dobrych słów, których ostatnio jest jakby więcej. Cóż z tego, gdy wydają mi się byc nadmuchanymi fałszywkami? Te słowa są jakby wymuszone, mówione z poczucia obowiązku - z przykrego wewnętrznego imperatywu, jakiegoś sztucznego popędu.

Krytyka to inna rzecz. Wyrażając się w negatywach nie brzmi bynajmniej sztucznie. Przeciwnie - zawiedziony grymas twarzy współpracuje z tonem poważnym i podniesionym. To przekonuje do bólu, nie pozostawia miejsca na wątpliwości.

W głowie na dobre zadomowiło się to pytanie:
- Czy ja nie jestem dla ciebie za dobry?

2 komentarze:

  1. Oj nie, nie Iga..
    Jeśli nie wierzymy w pochwały, to po co nam krytyka ? Nawet ta najbardziej konstruktywna bedzie odebrana jako atak, a pochwała - nawet ta najszczersza, jako fałszywka.
    Uwierz, uwierz, warto.. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. http://www.youtube.com/watch?v=Wk4lCXt7JKo

    OdpowiedzUsuń