30 lipca 2009

Bonjour Paris, cz. 2

Lśniący miodowy kuferek na złotym łańcuchu- oto z kim wpadłam na prawdopodobnie ostatnie grande latte avec lait ecreme.
Nie do wiary, że trzy tygodnie minęły tak błyskawicznie!
Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek to powiem, ale do prawdy zadomowiłam się w Paryżu. Już sam fakt, że wyszłam z domu bez pomalowanych rzęs (nałożyłam tylko puder i róż) mogą poświadczyć za moje dobre samopoczucie tutaj.
Wiem, gdzie dostanę bagietki, które następnego dnia są co prawda dużo bardziej chrupkie, ale wciąż smaczne (nie ma tutaj zwyczaju sprzedaży połowy bagietki i nikogo nie gorszy dwudniowe+ pieczywo); która epicerie oferuje najlepsze warzywa i owoce, a w której dostanę małe haagen-dazsy.
Przyzwyczaiłam się do koszmarnie gorącego espresso podawanego w każdej paryskiej kawiarni (mają duży problem z podgrzewaniem wody aż do temperatury wrzenia!).
Nie wyobrażam sobie dnia w szkole bez przerwy na dejeune w południe. Dla Francuzów to świętość! O 12. życzymy sobie bon apetit. Niektórzy biegną prosto do jednego z tysiąca barów szybkiej obsługi z gotowymi kanapkami i sałatkami, które choć wyglądają na świeże, nie do końca mnie przekonują. Są zawsze ciasne i ciemne, tłumne i głośne. Tymczasem w boulangerie kolejka ustawia się po bagietki (wzgardzone jest każde inne pieczywo). Patisserie proponują tarty z jabłkami, morelami lub z cytrynowym serkiem, pains aux raisins i - rzecz jasna - croissants. Francuzi to w ich kwestii prawdziwi tradycjonaliści! Można odnieść wrażenie, że rogaliki objęte są ustawą zabraniająca jakichkolwiek zmian i eksperymentów. Niezależnie, którą cukiernię wybierzemy, w każdej znajdziemy tylko dwa ich rodzaje – croissants au beurre i croissants au chocolat. Zawsze w tym samym rozmiarze, zawsze w tym samym kolorze, ZAWSZE I NA ZAWSZE najdoskonalsze w smaku.
Przestały szokowac mnie zarówno ilość wypalanych przez nich papierosów, jak widok palaczy w miejscach bardzo niedozwolonych. Chociaż cena za paczkę jest tutaj niebotycznie wysoka, palenie papierosów jest jak narodowy obowiązek – każda pause to cigarette pause!
Nauczyłam się, że sygnalizacja świetlna jest tutaj niemal zbędnym elementem wyposażenia miasta – czymś w rodzaju migoczącej biżuterii. Oprócz turystów nikt bowiem nie sugeruje się czerwonym światłem, ale natężeniem ruchu i wiarą w refleks kierowcy.
Wciąż i stale rozczula mnie francuska uprzejmość. Na schodowej klatce i w sklepie wszędzie słychać bonjour!, bonsoir!, na pożegnanie mówimy sobie bonne journee!, bonne soiree!, zawsze z uśmiechem na ustach. W metrze żadne potrącenie czy nadepnięcie nie obejdzie się bez pardon!. Uważam to za niezwykle słodkie, czasami nawet zabawne – gdy swą uprzejmość Francuzi ubierają w angielskie słowa mówiąc na pożegnanie good evening lub prosto i literalnie good day.
Swój francuski wciąż okraszam angielskim słownictwem, ale staram się tego unikac. Zwłaszcza, że te angielskie słowa to zazwyczaj nazbyt wyrafinowane dodatki, które nie wpływają dodatnio na sens wypowiedzi, a mowa ciała okazuje się byc niezawodna.
Nie jest mi wcale łatwo zabrac się teraz za pakowanie, jest jeszcze tyle rzeczy do zobaczenia tutaj, do spróbowania, do odwiedzenia!
Je m'ai eprendu de Paris <3!
***
Nie chciałam niepokoic B. zabierając Jej dobrą lekturę sprzed nosa. Mam nadzieję, że tą notką rekompensuję tamten niedosyt!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz