Najpierw otwieram oczy – zza granatowych, opuszczonych rolet widzę, że Paryż wita nowy dzień. Jestem tutaj en seul, 16 m2 należy przez 13 nocy wyłącznie do mnie. Tak bardzo mi to odpowiada!
Później otwieram okna – 16 m2 potrzebują oddechu i świeżego powietrza.
Wciąż nie mogę tego zrozumieć – jakim cudem ranki potrafią być tak chłodne, podczas gdy wieczory są nieznośnie duszne i parne? Francuska pogoda działa na zgoła innych zasadach.
Biorę prysznic, robię makijaż, ubieram się. Śniadanie wpycham pomiędzy malowanie rzęs a suszenie włosów. Żyję tu innym rytmem – nie pijam rano kawy, a poprzedniego dnia nie przygotowuje stroju i nie pakuję torby. Mimo to uważam, że nowy porządek jest tres parfait.
20 kroków dzieli mnie od szkoły. Przed jej drzwiami nauczyciele razem z uczniami palą papierosy, dopijają kawę, namiętnie dyskutują. „Namiętna dyskusja” – oto, co jest dla Francuzów szczególne! Nawet, banały i codzienne sprawy zajmują ich tak bardzo! Są pochłonięci rozmową, gestykulacją, modulacją głosu. Śmieją się i krzyczą – co za energia!
- Bonjour Iga! Ca va bien?
Och, oczywiście, że wszystko dobrze, powiedziałabym nawet – najlepiej!
Między 9., a 12. mam zajęcia. Uczniowie to w imponującej większości Szwajcarzy (przestała mnie już dziwić odpowiedz na pytanie „-Quelle est votre pays? –C’est claire – Suisse!”). Oprócz tego szerokiego grona, prawdziwy kocioł – Amerykanin, Brazylijka (jakkolwiek dwuznacznie to brzmi!), Wenezuelczyk, Rosjanka, Anglik, Filipińczyk, Włoch etc.
Obserwowanie zachowań tych ludzi, którzy w pewnym stopniu reprezentują swoją narody jest absolutnie niezwykła i ekscytująca!
- James (USA): nie znosi swojej ojczyzny, czemu daje wyraz na każdym kroku, na przerwach czytuje Woltera, nosi koszulkę z napisem: „How can I ignore you today”, musztardę zagryza ostrymi serami. Wygląda na konesera fastfoodów i przeciwnika higieny osobistej. Łatwo byłoby za nim nie przepadać, ale - dla kontrastu – James to taki miły chłopak.
- Dla Olivera ze Szwajcarii było to nie do pojęcia, że James tak śmiało wyraża swoją niechęć do Ameryki. A jego znajomi mu tylko przytakiwali.
- Jamie (Anglia) to 24-letni chłopiec w małych okularkach i koszulce, która opina okrągły brzuszek. Piwo pija wprost z butelki, ale w zupełnie nowatorski sposób: kąt ust opiera o otwór w szkle i wlewa płyn do gardła. (Nawet pomimo tego piwa i pomimo tego wieku wygląda na chłopaka w krótkich majtkach!)
- Elena (Rosja) to patriotka ze wszechmiar. Na pytanie, kogo podziwia i za co, jej odpowiedz była natychmiastowa- Jurij Gagarin. Jej francuski brzmi zupełnie jak rosyjski, zresztą dzięki niej wszyscy wiemy jak dane słowo brzmi w jej ojczystym języku. Twierdzi, że choć Paryż jest w porządku, Moskwa – miasto, w którym mieszka – to dopiero metropolia! Kuchnia wschodniej Europy bije francuską na głowę. Jej mąż Tunezyjczyk spełnia jej seksualne potrzeby, dlatego jest kobietą w pełni zaspokojoną. Ale pomimo tego pozostaje skromną i mu podporządkowaną, zgodna i uległą. (Gadulstwo – oto jej domena!)
Jest duża – szeroka w ramionach, biodrach i talii, lekko przygarbiona. Okrągła, pucołowata twarz nie zgadza się z proporcjami reszty ciała. Oczy z zewnętrznymi kącikami skierowane ku dołowi są wciąż podkrążone i jakby wciśnięte do środka, natomiast usta ciągną się od jednego ucha do drugiego. Prosty nos jest większy od przeciętnych nosów, ale dobrze wpisuje się w rozmiary części twarzy Eleny. (Miałam mnóstwo czasu na dokładne zapamiętanie jej twarzy – przez tydzień siedziała naprzeciwko mnie).
- Alessandro (Mediolan) he doesn’t care. Jego prace domowe nigdy nie są odrobione, jego obecność nigdy nie jest pewna. Nie sypie dowcipami, nie godzi się na rolę grupowej maskotki. Nie usiłuje nawiązać z nikim bliższych stosunków, ale jest uwielbiany za makaron, jaki gotuje. Usłyszawszy pytanie czy ma dziewczynę ogarnął go gromki śmiech – dziewczynę? Człowieku, przecież jest lato!
Mogłabym pisac o nich godzinami!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz