Kompletnie nie wiem co mam o nim myśleć.
Wtorki skazane są na niepowodzenie.
Książę z Bajki poczuł się senny i był już w drodze do domu, gdy jego Królewna jechała na randkę. Do Sopotu, bo taką miał ochotę. Podobno tak bardzo cieszył się na to spotkanie, przecież tak tęskni i kocha!
Jak to dobrze, że miałam ciemne okulary (nikt nie dostrzegł łez błyskających w moich oczach) i słuchawki w uszach (nie musiałam słychać swojego niekontrolowanego szlochu). Ale czy ktokolwiek ośmieli się rzec, że nie było powodu? (Och, jakże ja nienawidzę tego wyrażenia! "-Dlaczego płaczesz? Przecież nie ma powodu!". Skoro płaczę (ja, podkreślam płaczę JA będąc odpowiedzialna za wyrażane uczucia!), to znaczy, że widocznie znajduje ku temu powód i po prostu nie chcę się nim dzielić!).
O ile w innych przypadkach, przyczyny lamentu są trudne do nakreślenia, tym razem są one oczywiste - zostałam po raz kolejny wystawiona do wiatru.
Książę rzecz jasna zadzwonił. Przepraszał, kochał, smucił się i żałował.
Słowa, słowa, słowa - ile tego można słuchac?
Jeżeli myśli, że jestem na tyle wytrwała, by to znosić - myli się.
jeżeli podejrzewa mnie o wyrozumiałość w kwestii nieustannego "bezplanu" - myli się. (Czy potraficie sobie państwo wyobrazić, że ten chłopak ma czelność pisać, że to oczywiste: chce się ze mną spotkać, ale jeszcze niestety nie wie, co będzie przez najbliższe godziny robił i jeszcze da mi znac?! Czy nie jest to wystarczający dowód na stawianie siebie w centrum wszechświata? Powinien wystukiwać coś w rodzaju marszu, by każda jednostka mogła poruszać się w zgodzie z jego rytmem.)
Jeżeli uważa, że będę go kochac zawsze, bez względu na wszystko, wciąż dając z siebie wszystko i doing my best, by w zamian miec niewiele: najwyżej jego czas mi poświęcony - myli się!
Przecież ja nie wytrzymam tego nerwowo!
Sprawę dodatkowo komplikują jego wczorajsze odwiedziny mnie w domu.
Nie mogę się na ten temat rozpisywać, po prostu powiem, że M, kiedy zobaczyła moje ciało, noszące rozkoszne ślady zębów, powiedziała tylko: -No ładnie
I przekonała, żebym ubrała do szkoły golf.
I znowu miała rację!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz