14 lipca 2010

od upału głowa boli

Przygniecione upałem miasto, rozświetlony każdy jego kąt, rozpalone do granic niemożliwości. Lgnęłyśmy do cienia, do klimatyzowanego pomieszczenia, chłodniejszego wieczora.
I dopiero wtedy- wycieńczone skwarem – robiłyśmy to, co w Paryżu należy.
Gdyby w nawiasie dodac zmęczenie, upał i puste brzuchy i pomnożyc każdy składnik sumy przez jedną butelkę białego wina nad Sekwaną wynik jest prosty i przewidywalny.
Powinnam być na pewno bardziej dokładna. Poszukiwane: pikantne szczegóły i wstydliwe drobiazgi. Ale to, co stało się w Paryżu, zostaje w Paryżu. Tym razem prawda leży tam, gdzie pomysły najmniej rozważne i najbardziej lekkomyślne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz