6 lutego 2010

Oni

Oni siedzą równolegle na łóżku, patrzą prosto przed siebie. Łzy cisną się do oczu, słowa są zbyt słabe, żeby opisac ten ekstremalnie intensywny kryzys.
- To nie ma sensu, to nie może dłużej trwac.
- Co ty gadasz? Naprawdę tak sądzisz?
Bolesne słowa wypluwane w przestrzeń nie noszą w sobie sensu, do którego zostały zobowiązane.
- Nawet na mnie nie patrzysz.
- Ty też nie.
Imitowany stoicki spokój, daremne niszczenie ciszy słowami.
- Po co nam to wszystko?
Tacy są spięci, że materac zdaje się drżec pod ich zdenerwowanymi ciałami. Są kłebkami nerwów. W pokoju unosi się nastrój beznadziejnej grozy. Podchodzą do tego zbyt emocjonalnie.
Scena ma trwac tylko chwilę, osłabic ich związek, ostatecznie odejsc. Modlą się, żeby nie wracała, niech nie wraca już nigdy! Te chwile są zbyt straszne, by przyjmowac je z otwartymi ramionami. Tych chwil nie zaprasza się do towarzystwa.
- Wszystko przez twój depresyjny charakter.
- Wszystko za sprawą twojego egoizmu.
- Ty mnie już nie kochasz
- Ty mnie już nie kochasz.
Co za nonsens, jakie jeszcze głupstwa przyjdą do ich małych ślicznych główek?

Na końcu tulą się do siebie, przywierają do siebie ciałami. Ona całuje każdy centymetr jego ciała, on przyciska ją mocno do siebie. Na końcu dotykają ciał niebieskich, są daleko poza miejscem, w którym zostali zastani.

To nigdy nie byliśmy MY.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz