Ciemne i ciasne pomieszczenie, a w nim: mnóstwo nowych ludzi i muzyka od której drgają komórki, tkanki, organy wewnętrzne.
Całe szczęście, że obowiązuje tutaj zakaz palenie. Co prawda tytoniowy dym tworzy w takich miejscach szczególną atmosferę, ale przynajmniej po wyjściu nie czułam na sobie ciężaru setek wypalonych papierosów.
Białe martini z dodatkową cytrynką i odbieram wszystkie bodźce silniej, mocniej, osobiściej.
Staram się zrównoważyć wibrujące zmysły.
Muszę zamknąć oczy, by usłyszeć co do mnie mówią.
Muszę oprzeć się na czyimś ramieniu, żeby mówiąc trzymac się prosto.
Muszę mówiąc głośniej, by lepiej mnie słyszano i właśnie wtedy- to jest ten krótki moment, kiedy na sali robi się cicho, cichuteńko. Muzyka urywa się i wszyscy słyszą, że jack daniels w jego szklance jest OKROPNY.
Wyglądamy całkiem zabawnie, kompletnie nie podążamy za obowiązującym dress codem. On w ciemnostalowym garniturze (doskonale zresztą skrojonym - wygląda naprawdę dobrze), ja w połyskującej bombce (której szelestu nikt nie słyszy) i na obcasach (dzięki którym widzę wszystko, co dzieje się na scenie).
Wyglądamy jak z całkiem innej bajki, ale who cares?
Trzeba wiedzieć, którą bramę wybrać, żeby znaleźć powiększenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz